Jednoosobowa Działalność Gospodarcza, Spółka z o.o.

Dlaczego mali przedsiębiorcy nie mogą odpuszczać dużym firmom – historia współpracy z Arval

Kobieta i mężczyzna siedzący przed laptopem z wyraźnie zaniepokojonymi minami; na grafice napis „Dlaczego mali przedsiębiorcy nie mogą odpuszczać dużym firmom – historia współpracy z Arval”, symbolizujący stres i presję w sporze biznesowym.

Piszę ten tekst jako właścicielka marki ZUS to nie MUS i jako mała przedsiębiorczyni, która bardzo boleśnie przekonała się, jak wygląda zderzenie z dużą korporacją. Ta historia wydarzyła się naprawdę. Opisuję ją z perspektywy własnych doświadczeń, dokumentów i korespondencji. Nie po to, żeby się żalić, ale po to, żeby pokazać, dlaczego „święty spokój” bywa najdroższą decyzją w biznesie.

Ta historia pokazuje, z jaką rzeczywistością mierzą się mali przedsiębiorcy w relacjach z dużymi firmami i jak łatwo mogą zostać postawieni pod presją systemowych mechanizmów. To opowieść o tym, dlaczego mali przedsiębiorcy nie mogą pozwolić sobie na „święty spokój”, gdy w grę wchodzą ich pieniądze i zasady.

Zwykły koniec umowy, który przestał być zwykły

Współpracowałam z firmą Arval Service Lease Polska sp. z o.o. w ramach najmu długoterminowego samochodu. Umowa kończyła się 4 stycznia. Z odpowiednim wyprzedzeniem, jeszcze pod koniec grudnia, skontaktowałam się z Arval, aby ustalić termin odbioru auta. Chciałam zamknąć sprawę spokojnie, zgodnie z umową i bez żadnych niejasności.

Odpowiedź, którą otrzymałam, była dla mnie pierwszym sygnałem ostrzegawczym. Odbiór samochodu został wyznaczony na 6 lutego, czyli ponad miesiąc po zakończeniu umowy. Nikt nie zapytał, czy mam możliwość przechowywania auta. Nikt nie zapytał, czy zgadzam się ponosić odpowiedzialność za pojazd, który formalnie nie był już przedmiotem umowy. Samochód po prostu miał stać u mnie.

Już wtedy czułam irytację i bezsilność, ale wciąż zakładałam, że to tylko organizacyjny chaos, który da się wyprostować.

Błędna faktura i obietnica korekty

2 stycznia otrzymałam fakturę obejmującą cały styczeń, mimo że umowa kończyła się 4 stycznia. Odpisałam od razu, prosząc o korektę i wskazując, że faktura jest błędna. Moje zgłoszenie zostało przyjęte, ale przez długi czas nie dostałam żadnej odpowiedzi.

Dopiero po kolejnych kontaktach otrzymałam maila od pracownika Arval, w którym wprost potwierdzono, że data zakończenia kontraktu to 4 stycznia i że po zwrocie pojazdu zostanie wystawiona korekta. W tym momencie naprawdę uwierzyłam, że sprawa jest w toku i wkrótce zostanie zamknięta.

Czułam ulgę, ale była ona bardzo krótkotrwała.

Chcesz być na bieżąco z przepisami oraz tematami podatkowymi?

Z czym mierzą się mali przedsiębiorcy w sporze z dużą firmą

Mimo pisemnego potwierdzenia, że faktura jest błędna i wymaga korekty, zaczęłam otrzymywać wezwania do zapłaty. Najpierw wewnętrzne, potem kolejne, coraz bardziej stanowcze. Za każdym razem odpowiadałam, że należność jest sporna i że czekam na korektę.

Zamiast reakcji dostałam ciszę. A potem informację, że sprawa została przekazana do zewnętrznej kancelarii windykacyjnej.

To był moment, w którym pojawił się realny stres. Windykacja, telefony, SMS-y, poczucie presji i absurdalna sytuacja, w której muszę tłumaczyć się z długu, który – zgodnie z deklaracją samej firmy – nie powinien istnieć. Zaczęłam się zastanawiać, ile osób w takiej sytuacji po prostu płaci, żeby mieć to z głowy.

Dlaczego mali przedsiębiorcy najczęściej płacą „dla świętego spokoju”

Nie będę udawać, że nie przyszło mi to do głowy. Były momenty zmęczenia, złości i poczucia niesprawiedliwości. Pojawiła się myśl: zapłacić i zapomnieć. Ale im dłużej to trwało, tym bardziej czułam, że zapłata nie byłaby kompromisem, tylko zgodą na mechanizm, który krzywdzi małych przedsiębiorców.

Bo jeśli w takiej sytuacji płacisz, wysyłasz jasny sygnał: presja działa. A skoro działa, będzie stosowana dalej – wobec kolejnych osób.

Gdy sprawa ujrzała światło dzienne

W końcu opisałam swoją historię publicznie. I wtedy wydarzyło się coś, co zmieniło moje postrzeganie tej sytuacji. Odezwało się bardzo wiele osób, które opisały niemal identyczne doświadczenia we współpracy z Arval. Ten sam schemat: koniec umowy, błędna faktura, obietnica korekty, a potem windykacja.

W tym momencie przestałam wierzyć, że to jednostkowy błąd. Zaczęłam zadawać sobie pytanie, czy nie mamy do czynienia z problemem systemowym.

Gdy rozmowa schodzi na wizerunek

Zamiast realnego rozwiązania sprawy pojawił się telefon z działu marketingu Arval. Rozmowa dotyczyła grafiki w moich postach i rzekomego naruszenia zasad. Nie dotyczyła faktury, nie dotyczyła windykacji, nie dotyczyła meritum problemu.

Odebrałam to jako próbę przeniesienia uwagi z sedna sprawy na kwestie formalne i wizerunkowe. Przyznam szczerze – poczułam wtedy złość i ogromne zmęczenie. Zmieniłam grafikę, ale nie usunęłam treści opisujących fakty.

Dlaczego mali przedsiębiorcy muszą stawiać granice

Ta historia nauczyła mnie jednego: mali przedsiębiorcy nie mogą pozwolić sobie na odpuszczanie dużym firmom „dla świętego spokoju”. Bo ten spokój jest pozorny i bardzo drogi. Odpuszczenie jednej sprawy oznacza przyzwolenie na kolejne.

Jako właścicielka marki ZUS to nie MUS od lat mówię przedsiębiorcom, że prawo, procedury i asertywność to nie teoria, tylko narzędzia obrony. Ta sytuacja pokazała mi to jeszcze dobitniej – na własnej skórze. Więcej na temat tego jak być asertywnym w biznesie możesz przeczytać na blogu mojej drugiej marki „Twój biznes od podstaw” – KLIKNIJ TUTAJ.

Ta historia jeszcze się nie skończyła. Ale jedno wiem na pewno: jeśli mali przedsiębiorcy nie zaczną stawiać granic, duzi nigdy nie będą mieli powodu, żeby je respektować.

Na końcu tej historii muszę dodać jeszcze jedno – bo to pokazuje skalę problemu. Złożyłam formalne zawiadomienie do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Nie dlatego, że „lubię konflikty”, ale dlatego, że po przekroczeniu pewnej granicy milczenie oznacza przyzwolenie. Równolegle wezwałam Arval do pisemnego potwierdzenia zakończenia wszelkich działań windykacyjnych, natychmiastowego wystawienia faktury korygującej oraz do zapłaty wynagrodzenia za przechowywanie i zabezpieczanie pojazdu przez ponad miesiąc po zakończeniu umowy.

I tu najbardziej uderzający fakt. Samochód został odebrany 6 lutego. Ten wpis piszę 18 lutego. Do dziś nie otrzymałam faktury korygującej. To pokazuje, że problemem nie był „błąd”, „przeoczenie” czy „jednorazowa pomyłka”. Problemem jest system, w którym mały przedsiębiorca ma się zmęczyć, przestraszyć albo zapłacić dla świętego spokoju. Ja na to się nie zgadzam.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Justyna Broniecka

O Justyna Broniecka

Przedsiębiorca, menadżer. Od prawie 10 lat właścicielka i twarz marki ZUS to nie MUS. Jej misją jest edukacja i uświadamianie klientów odnośnie systemu podatkowego Chce, aby przedsiębiorcy wiedzieli jakie są możliwości oraz z czym wiążą się poszczególne wybory. Przeszkoliła ponad 5 tys osób. Jest często zapraszana na konferencje, wykładowca w szkołach wyższych. Jej szkolenia i wystąpienia oceniane są jako praktyczne, użyteczne i ciekawe. Fanka logicznego myślenia oraz ułatwiania sobie życia. Od prawie 10 lat członek międzynarodowej organizacji Toastmasters, gdzie doskonali swoje umiejętności przemawiania publicznego oraz zarządzania. Otrzymała tam najwyższy tytuł DTM (Distinguished Toastmaster). Prywatnie pasjonatka podróży, szczególnie do Afryki.